wstępniak autorski:
Powieść piszę od roku. Tak, nie idzie to łatwo, i zastanawiałem się, czy publikowanie w odcinkach ma sens. Bo, nie da się ukryć, że będą na 100% zmiany. Ale pomyślałem, że to może być doskonała motywacja. Więc, koncept jest taki, że wrzucam częściami, gdy zajdzie zmiana, bo coś mi się nie zgra, to będzie aktualizacja wpisu, wraz z na dole info, co zostało zmienione.
Mam napisane 1/3 powieści, będę coś raz na tydzień wrzucał, czasem większy fragment, czasem mniejszy.
A może ty czytelniku będziesz miał jakiś koncept, uwagi, które wdrozę?
Bez zbędnych słów, zaczynam:
AKT PIERWSZY – Przybyli w ostatniej chwili
Cel pojawił się na radarze jako drobny punkt wśród zielonych zakłóceń. Nie wyróżniał się niczym szczególnym, ale komputer natychmiast oznaczył go czerwoną ramką.
Kierunek lotu – wprost na niego. Odległość – dwieście pięćdziesiąt kilometrów.
Wysokość – osiem tysięcy metrów.
Prędkość – około tysiąca dwustu kilometrów na godzinę.
Pilot poprawił się w fotelu. On sam pozostawał niewidzialny – powłoka stealth i cisza radia robiły swoje. Cel nie miał pojęcia, że już jest obserwowany, dane przyszły z AWACSa krążącego wysoko w głębi lądu. Teraz, niczym polujący lew na sawannie, zbliżał się bez pośpiechu, ale z nieuchronnością.
Dwieście kilometrów.
Sto pięćdziesiąt.
Sto.
Palce zacisnęły się na drążku. W prawej dłoni znajdował się przycisk odbezpieczający uzbrojenie.
– Fox Three. Missile away – powiedział pilot, a jego głos był spokojny, prawie obojętny, jakby wypowiadał zdanie, które już wielokrotnie trenował.
Na moment świat rozdarł huk otwieranych luków rakietowych i silnika marszowego. Rakieta AIM-120 wyskoczyła w górę, ślad ognia przeciął mleczne chmury, i zniknęła.
Pilot natychmiast zmienił kurs, obniżając lot. Maszyna z gracją przecięła warstwę chmur, po czym wyskoczyła w przejrzyste powietrze. Tam, daleko na horyzoncie, morze stykało się z lądem w łagodnej, rozmazanej linii.
W kokpicie wyświetlacze błyszczały zimnym światłem. Radar potwierdził: cel zniszczony. Brak innych kontaktów. Ćwiczenie zakończone.
– Tu Jastrząb. Cel zdjęty. Oczekuję dalszych rozkazów.
***
Tego dnia pilot ćwiczył samotnie. Bez skrzydłowego. To rzadkie, ale czasy zrobiły się trudne, a instrukcje z góry były jasne – każdy pilot musi potrafić działać całkowicie samodzielnie.
Księżyc w pełni wisiał nad horyzontem, a jego blask spływał na taflę jeziora Łebsko. Powierzchnia wody wyglądała jak rozsypane srebrne monety. Na moment pilot zapomniał, że siedzi w kokpicie – to mógłby być obraz w galerii, nie widok z kabiny myśliwca.
Ale piękno kończyło się szybko. Przed nim był DOL – drogowy odcinek lotniskowy koło Jarosławca. Żadnej romantyki, tylko beton, drzewa i ciemność. GPS był zagłuszony.
– Oczywiście – pomyślał. – Co to za trening, gdy wszystko działa jak w reklamie?
Prędkość spadała. Nos samolotu unosił się lekko ku górze. EOTS i DAS zameldowały czyste podejście, żadnych zagrożeń w pobliżu. Podwozie opadło z głuchym stukiem, klapy ustawiły się do lądowania. HUD na wizjerze hełmu podawał suche fakty: wysokość, kąt zejścia, prędkość opadania.
Światło księżyca wpadało przez przerwy między drzewami, oświetlając pas startowy w nierównych smugach. Potem dotyk. Miękki, prawie niewyczuwalny. F-35 osiadł na asfalcie tak, jakby siadał na wodzie. Silnik zamruczał na minimalnym ciągu, a samolot wtulił się w ciemność, niewidzialny, bez świateł.
***
Pod wiatą stało kilka metalowych stolików, przysypanych kurzem i pyłem z pasa. Pachniało kawą, wojskowym smarem i przypalonym chlebem z kantyny.
– Cześć, Andrzej – rzuciła Irena, zsuwając rękawice i kask na blat. Jej włosy rozsypały się na ramiona, jeszcze wilgotne od potu.
– Czołem, pani kapitan – podpułkownik podniósł na nią wzrok znad pustego kubka. – Już myślałem, że będę pił sam.
– To raczej niehonorowe, zostawić towarzyszkę broni bez kawy – mruknęła, sięgając po termos. – Masz, nalej i mnie.
Zalał kubek, a para uniosła się między nimi. Przez chwilę milczeli, słuchając w tle stukotu narzędzi i odległego ryku silnika na próbnym odpaleniu.
– Lot pierwsza klasa – Andrzej upił łyk. – Młodziaki patrzyły, jakby oglądały Top-Gun.
Irena parsknęła śmiechem. – Taak, niech się przyzwyczajają. Jeszcze będą się zastanawiać, czy lepiej trafić w MiGa czy w ich własne gacie.
– Spokojnie. Jeszcze mają czas. – Andrzej spojrzał w bok, na grupkę młodych pilotów śmiejących się nerwowo pod ścianą. – Oby tylko nie musieli.
– Oby, kurwa, nie – przytaknęła, ale zaraz dodała ciszej: – Wiesz dobrze, że to się tylko odwleka. Zagrożenie nigdy nie znika. Rośnie.
Chwilę patrzyli w ciszy na parującą kawę. Wiedzieli to oboje. W gazetach mówiono o „napięciach”, ale tu, na pasie, czuło się zapach nadchodzącej wojny.
– Białoruś już wchłonięta – mruknął Andrzej. – A teraz Kirgistan i Armenia trzymają się na włosku. To domino, Irena. Moskwa będzie pchała aż do Bałtyku.
– A my jesteśmy ostatnią ścianą. – Westchnęła. – I co, znowu na naszych barkach.
Podpułkownik milczał chwilę, po czym skinął lekko głową.
– Wiesz, czasem zastanawiam się, czy NATO naprawdę nas nie sprzeda. Jeden cholerny błąd, i zostaniemy sami.
Irena spojrzała na niego z ukosa, oczy błyszczały w półmroku. – Nie zaczynaj z tym. To nie ’39. A jak spróbują… to sami się zdziwią.
Na jej twarzy pojawił się uśmiech, nie tyle wesoły, co zacięty. Potem, jakby od niechcenia, zadała pytanie:
– To prawda, że montujecie do naszych F-35 te zabawki? HEL i HPM?
Andrzej zamrugał. – A ty skąd o tym wiesz?
– Ha! – stuknęła kubkiem o blat. – Czyli prawda. To ja poproszę laser.
Podpułkownik westchnął ciężko. – Jedna para. Jeden dostaje laser, drugi mikrofalę. Ty jako prowadząca będziesz miała HEL-a.
Jej twarz rozjaśniła się szerokim uśmiechem. – Zajebiście. Jak to odpalą, to ruskie się…
– …zesrają – dokończył Andrzej i oboje wybuchnęli śmiechem.
Śmiech był krótki, nerwowy. Zbyt wiele wisiało w powietrzu, żeby się śmiać długo.
EDYCJA 2026-09-07
Zakres: poprawki ortograficzne, interpunkcyjne, literówki, formatowanie. Bez zmian w treści/fabule/dialogach.
- Podwójna spacja -> pojedyncza: „obserwowany, dane” -> „obserwowany, dane”
- Brak spacji po kropce: „w pobliżu.Podwozie” -> „w pobliżu. Podwozie”
- Brak spacji po myślniku otwierającym kwestię: „-Masz, nalej i mnie” -> „- Masz, nalej i mnie”
- Ujednolicony znak myślnika w dialogu (usunięto „–” tam, gdzie reszta tekstu używa „-”)
- Niepolskie cudzysłowy -> polskie „ ”: "napięciach" -> „napięciach”
- Usunięte nadmiarowe puste linie na końcu tekstu