Przybyli w ostatniej chwili

Część 6 – AKT DRUGI – Między światami

Czerń kosmosu powoli przechodziła w błękit. Prom opuścił ITS ROME i kierował się w stronę wschodniego wybrzeża stanów zjednoczonych. Eva nie chciała siedzieć w kajucie, zajęła fotel II oficera, zaraz obok kapitana jednostki. Prom którym lecieli był maszyną przeznaczoną konstrukcyjnie do badania planet. Lądownik idealny, zdolny przetrwać dowolne prawie warunki i zapewniający pełną sensorykę, oraz co ważne, doskonałą widoczność dla ludzkich oczu. Długi na sześćdziesiąt metrów, wyposażony awaryjnie w sześć, mocnych nóg, pękaty z wystającą z przodu kabiną mostka, przeszkloną obficie od dołu i przodu. Szyba półkolem szła do góry, fotele załogi zdawały się wisieć w powietrzu, trzymane na wysięgnikach, ze środkowego pomostu.

Admirał obserwowała pod stopami dosłownie wyspy Bermudy, które w jej czasach dawno zniknęły pod oceanem. Prom kierował się dalej, na zachód, coraz niżej, w końcu kilometr nad wodą przestał opadać i ustabilizował lot. Na horyzoncie zaczął majaczyć ląd, a po chwili zobaczyła dobrze znany z filmów Nowy Jork i na lewo Filadelfię.

– Zwolnij trochę – poprosiła, niech się nie obawiają.

– Oczywiście, zwalniam do poddźwiękowej, prędkość pięćset kilometrów na godzinę. – powiedział pilot. – Zbliżają się samoloty eskorty, zgodnie z ustaleniami.

Po chwili załoga mostka widziała już przez swoje okno na świat dwa F-47 z obu storn promu. 

Zbliżali się, widziała drapacze chmur, które w przyszłości będą tylko zeszkloną powłoką gruntu, widziała życie, zieleń. Piękny świat. 

– To tam, East River – wskazał palcem kapitan jednostki Grzegorz Franc. Jednocześnie, oznaczenie celu podróży pojawiło się przed oczami Ewy wyświetlone wprost przez oko.

Obniżyli lot do czterdziestu metrów. Woda z rzeki, nad którą teraz lecieli zdawała się unosić lekko, wybrzuszać w kierunku promu, fale gubiły rytm, gdy obniżyli pułap do dwudziestu metrów. Budynku ONZ wyglądał dostojnie, wysoki na 39 pięter wiżowiec ze szklana fasadą, obok niższy ale masywny budynek ogólnego zgromadzenia, zaraz z nimi park. Obniżyli jeszcze pułap, tak by grodzie ładowni mogły osiąść na brzegu, poniżej którego była jeszcze droga, ale tego dnia ruch był zamknięty. Pojazd zatrzymał się w miejscu, odwrócił tyłem do parku, i zaczeła otwierać się z tył duża rampa.

– Kotwica grawitacyjna włączona. – Zameldował kapitan.

– No to idziemy, powiedziała do niego, uśmiechając się admirał Ewa Kościuszko.

***

Opancerzona limuzyna w eskorcie SOPu sunęła powoli przez opustoszałe ulice Manhattanu. Wzdłuż trasy, zamiast wiwatujących tłumów, stały szpalery nowojorskich policjantów i żołnierzy Gwardii Narodowej, ich twarze wyrażały mieszankę szoku, ulgi i niepewności. Wojna, która jeszcze dwa miesiące temu groziła końcem świata, po prostu zniknęła. Zamiast niej na niebie, nad wszystkimi kontynentami wisiały niemożliwe, gigantyczne okręty, a ich posłaniec właśnie zmierzał nad East River.

W środku pojazdu prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, siwowłosy, postawny mężczyzna o zmęczonych ale bystrych oczach, poprawił krawat. – Denerwuje się Pani, Pani major? – zapytał, uśmiechając się szczerze. 

Irena Kościuszko, wciąż nieprzyzwyczajona do nowego stopnia na pagonach galowego munduru, spojrzała na swoje odbicie w przyciemnianej szybie. Trzydzieści sześć godzin bez snu, wojna, która wydawała się odległym snem, i awans wręczony jej osobiście przez prezydenta tuż przed wylotem do Nowego Jorku. Wszystko wirowało. – Panie prezydencie, to chyba zbyt łagodne słowo – odparła szczerze. -Myślałam, że wojna jest stresująca, myliłam się. Polityka jest dużo bardziej stresująca.

Prezydent roześmiał się, pogładził głowę – doskonale Panią rozumiem, prosze pamiętać, że ja też jej zaznałem, i też przeciwko rosjanom, w Afganistanie.

– No tak, faktycznie, ale byłeś dziennikarzem wtedy, o przepraszam, był Pan dziennikarzem..

– Nic nie szkodzi – uspokoił ją, przerywając w pół słowa –  spokojnie, jak nikt nie słucha mów mi Radek, powiedział z szerokim uśmiechem i spojrzał na żonę. Pierwsza Dana siedziała na przeciwko, uśmiechnięta, złapała Irenę za rękę. Nic się nie stresuj, w końcu poznasz prawnuczkę! – powiedziała dynamicznie tnąc panujące napięcie. Byłaś już w Nowym Jorku? Pokażę ci go z najlepszej strony a potem pojedziemy do Waszyngtonu, zobaczysz co to za piękne miasto – dodała na koniec.

Limuzyna zatrzymała się tuż przy zaimprowizowanej strefie bezpieczeństwa, kilkaset metrów od głównego wejścia do kompleksu ONZ. Gdy tylko wysiedli, uderzył ich chłód poranka i dziwny, wibrujący dźwięk, który zdawał się przenikać przez wszystko.

Spojrzeli w górę.

Prom z przyszłości nie lądował w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Miał niecałe sto metrów długości, a jego matowy, grafitowy kadłub o organicznych, płynnych kształtach przeczył wszystkiemu, co Irena wiedziała o aerodynamice. Zatrzymał się dwadzieścia metrów nad wzburzoną taflą East River, stabilny niczym skała, nie wydając z siebie ryku silników, a jedynie ów niski, rezonujący pomruk. Woda pod nim wybrzuszała się lekko, jakby grawitacja w tym miejscu oszalała.

Potem stało się coś jeszcze dziwniejszego. Niemal cała tylna część kadłuba, od spodu aż po grzbiet, rozsunęła się niczym potężna rampa załadunkowa w samolocie transportowym, tworząc szerokie wyjście. Rampa nie opadła jednak na ziemię. Zatrzymała się w powietrzu, a z jej progu wysunął się trap, który dotknął idealnie skoszonego trawnika w parku tuż przy nabrzeżu. Z mroku ładowni wyłoniły się najpierw dwie potężne sylwetki. Żołnierze. Mieli na sobie pancerze bojowe, które sprawiały, że wyglądali jak dwumetrowe tytany z metalu i kompozytów. Ich hełmy o gładkich, pozbawionych wizjerów płytach czołowych lustrowały otoczenie, a w dłoniach trzymali broń skierowaną w dół. Stanęli po obu stronach trapu.

A potem, pomiędzy nimi, pojawiła się ona.

Admirał Eva Kościuszko schodziła powoli, z niewymuszoną gracją. Ubrana była w strój, z wojskiem, czy też ubraniem galowym nie mającym nic wspólnego. 

Szła powoli, w sukni, która na dole była kraciastym błękitem, do góry przechodząc w ostrą czerwień. Kolory nie były stałe, ten błękit falował, strój jakby wyświetlał abstrakcyjny obraz. Gdy szła, suknia nie poruszała się zgodnie z jej ruchem, jej ruchy były zupełnie asynchoniczne, nienaturalne, prawie magiczne. Długie jasne włosy spływały spod nakrycia głowy wyglądającego jak kapelusz.

Irena poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła. Mimo tej całej otoczki jak z filmów fantastycznych widziała w tej kobiecie własne odbicie. Swoje oczy, swój kolor włosów. Usta jej własnej matki.

Gdy Eva zeszła z trapu i postawiła stopę na ziemi XXI wieku, jej wzrok od razu odnalazł Irenę. Podeszła prosto do niej, a jej pancerni żołnierze ruszyli za nią, ich kroki były nienaturalnie ciche.

Ochrona SOPu najpierw nie wiedziała jak reagować, podobnie jak żołnierze gwardii narodowej, jednak prezydent RP dał im znak, aby się odsunęli. To samo zrobili amerykanie.

Stanęły naprzeciwko siebie, dwie kobiety noszące to samo nazwisko, rozdzielone przez prawie pięćset lat historii, wojny i technologii.

– Admirał Eva Kościuszko – przedstawiła się Eva, a jej głos, choć spokojny, niósł w sobie ciężar wieków. Uśmiechnęła się lekko, a w jej oczach zalśniła iskra czegoś, co wyglądało na autentyczne, rodzinne ciepło. – Wyglądasz dokładnie tak, jak na obrazach z historii. Dobrze cię wreszcie poznać, przodkini.

To był ten sam głos, który słyszała w telefonie, ale teraz, na żywo, uderzało w nią coś jeszcze – niewiarygodne podobieństwo i to dziwne uczucie, jakby ją znała od dawna. 

Zanim sama się odezwała usłyszała głos prezydenta – Dzień dobry, mówi Pani po Polsku, ten … pojazd nosi Włoskie oznaczenia, jest Pani podobno prawnuczką major Ireny. Ale akcent ma Pani bardzo dziwny. Może Pani to wyjaśnić?

– Dziś usłyszy Pan wyjaśnienia, usłyszą je wszyscy ludzie na ziemi. – powiedziała dużo chłodniej niż przed chwilą, bardziej profesjonalnym tonem, ale uścisnęła dłoń prezydenta, i mrugnęła do Ireny, która cały czas nie była w stanie wykrztusić z siebie choćby słowa – a my się potem spotkamy, jeśli Pan prezydent pozwoli oczywiście.

Po tej krótkiej wymianie zdań admirał z przyszłości skierował się do wejścia, gdzie czekała na nią świta powitalna. Poprosiła żołnierzy, aby czekali przy statku, i sama skierowała się dalej w kierunku wejścia i czekających na nią ludzi.

***

Lot z Newark do Nowego Jorku trwał ledwie piętnaście minut, ale dla Li Chua trwał wieczność. Odkąd parę minut wcześniej zobaczył prom kosmiczny, powoli zniżający lot nad Manhattanem, czas zaczął się dłużyć jeszcze bardziej.

– Prosze pamiętac Panie Li Chua,  – powiedział siedzący naprzeciwko Główny sekretarz, Cai Qi – to ważne, aby wszyscy mieli świadomość, że Chiny nie popierały działań rosji, że to my pierwsi wykryliśmy przybyszów, i od razu tą wiedzą, się dzieliliśmy.

– Tak jest Panie Sekretarzu – odpowiedział składając ukłon wyrażający szacunek.

– Kazali nam Pana wziąć ze sobą, ale przecież, my już wcześniej zaproponowaliśmy Pana udział, PRAWDA?

– Oczywiście – znów się ukłonił, i patrzył na widziany coraz bliżej gmach kwater ONZ i przede wszystkich statek kosmiczny przybyszów.

– Lądujemy, proszę się przygotować. – Usłyszeli od pilota.

Wylądowali na TSS Heliport, kilka kilometrów od biur ONZ, czekał już na nich samochód z obstawą. Delegacja Chińska ruszyła. Mimo pustych ulic, i pilnujących trasy sił porządkowych, w oddali widać było zgiełk. Pierwszy raz w historii, na specjalne posiedzenie przyjechali przedstawiciele absolutnie każdego państwa na świecie.

Gdy już dojechali, obaj rzucili się prawie biegiem, choć dostojnym. Niestety byli spóźnieni, nie udało się skorzystać z możliwości, choć krótkiej rozmowy z dowódcą przybyszów przed oficjalną częścią. Nikt na ziemi, nie wiedział, czego się spodziewać ale Chińska delegacja była przygotowana na wszelkie opcje, nowe sojusze, zmiany sojuszów, na wszystko. Mieli pewność, że świat znany, i rozumiany skończył się na zawsze.

Nikt na Ziemi nie wiedział wszystkiego. Goście informowali niezależnie różne państwa o różnych rzeczach i prosili, nakazywali, by nie wymieniać się informacjami. Dziś był pierwszy dzień, gdzie wszyscy ludzie na ziemi mieli dowiedzieć się pełnej prawdy.

– Dzień dobry. Chiński prezydent odwrócił się i zobaczył poznanego, kilka lat temu osobiście polskiego prezydenta. 

– Dzień dobry – odpowiedział. – Tyle osób tu jeszcze nie widziałem. 

– Tak, ja też nie. Proszę, przedstawiam Panią Major Irenę Kościuszko. O jej obecność poprosili sami przybysze. 

Chiński prezydent spojrzał na nią, a potem na Li Chua stojącego obok i zapytał – A was co łączy, jestem ciekawy. To jest Li Chua, nasz astronauta. – Przedstawił go – On pierwszy wykrył sygnał obcych w eksperymencie na orbicie i również poprosili, aby był obecny. 

– Dzień dobry – Li Chua podał rękę Irenie a potem polskiemu prezydentowi. – Tak naprawdę, to nie ja wykryłem, byłem tylko dowódcą załogi. – Ale zanim rozwinął myśl spojrzał na Cai Qi i zdał sobie sprawę, żeby nie iść za daleko z wyjaśnieniami.

– Może napije się Pani Szampana? – Li zapytał Irenę, i wskazał na szwedzkie stoły z boku sali.

– Bardzo chętnie, trochę normalności dziś mi zdecydowanie potrzeba. – odpowiedziała i zostawili prezydentów samych. Spojrzał wcześniej tylko na swojego przełożonego, jakby czekając na zgodę, prezydent oraz główny sekretarz w jednej osobie kiwnął lekko głową. 

– Czy Pan wie, co się teraz dzieje w rosji? – Zapytał Polak. – Przepraszam za pytanie wprost ale jest absolutne embargo, zostali odcięci od jakiejkolwiek łączności ze światem, nic nie wiem, a trochę tam obywateli polski zostało.

– Również nic nie wiem, powiem Panu w sekrecie, bo Pana szanuję od lat, że mieliśmy nie transmitować przemówienia przybyszów, ale nie mamy kontroli żadnej nad środkami przekazu. Nadają sygnał z naszych anten oraz z tego statku który zawisł nad prowincją Gansu. 

– Myśli Pan, że to rzeczywiście ludzie z przyszłości, czy może kosmici, którzy nas w chuja próbują zrobić? – Zupełnie szczerze, i bez łapania się za język powiedział Prezydent RP. Celowo nie nawiązał do informacji o nadawaniu wbrew Państwu Środka, to nie była informacja, to było pytanie o stan w innych krajach.

Wymienili miłe gesty i rozeszli się na swoje miejsca. Rozejrzał się po sali, PIerwsza dama rozmawiała z Prezydent Francji, i Pierwszą Damą z USA, Irena dalej zabawiała z chińskim taikonautą, Główna sala zgromadzenia ogólnego była ogromna, jakby większa niż zwykle, półokrągła, z charakterystycznym zielono złotym wystrojem, na ścianie prezydium wielki symbol ONZ z mapą świata i wieńcem z gałązek oliwnych. Część osób już siedziała, widział premiera Wielkiej Brytanii, i prezydent Włoch,  Spojrzał na numer swojego siedzenia, miał siedzieć obok nich. widział masę osób z Azki, Premiera Indii, ich oczy się na moment spotkały, i skinęli na siebie głowami. Strefa mediów wypełniona po brzegi, loże dla obserwatorów pełne.

– Zastanawiam się, czy koniec wojny był wydarzeniem przełomowym dla naszych czasów czy też to się stanie dzisiaj. – powiedziała Irena, które skończył rozmowę z Chińskim kolegą.

– Dobre pytanie Pani Ireno, ja idę na swoje miejsce, a Pani gdzie ma siedzieć?

Spojrzała na swój wydruk – no cóż, tam – wskazała palcem na prezydium.

– Pokiwał głową z aprobatą i odszedł na swoje miejsce. Po chwili dołączyła do niego żona.

Irena znów spotkała Li Chua, siedzieli obok siebie na prezydium, przy głównym dużym stole. Obok nich, było jeszcze kilka osób, których im nie przedstawiono, ale i te kobiety i mężczyźni, też widać było po zagubionych wyrokach nie wiedzieli co tam właściwie robią. Rozległ się dźwięk, oznajmiający, iż wkrótce rozpocznie się to, na co wszyscy czekali. Czekali z mieszaniną ciekawości, jak i przerażenia, grozy i nadziei.

***

Gdy weszła na podium, i stanęła za mikrofonem sala umilkła.

– Nalejcie sobie Państwo wody, bo to będzie długie wystąpienie. Przybyliśmy do Państwa z roku 2450. – Ewa zrobiła pauzę, żeby dać wszystkim dobrze przetrawić tę wiadomość. – Opowiem o wszystkim w najdrobniejszych szczegółach, bo jest to ważne, abyście to zrozumieli. Rosja zaatakowała państwa Bałtyckie. To widzieliśmy dwa miesiące temu. Rosja, przegrywając w wojnie konwencjonalnej, zaatakowała bronią atomową. To niektórzy z was widzieli, a niektórzy o tym nie słyszeli. – Po sali rozniósł się szmer niedowierzania, jedni zdziwieni, inni kiwali głowami.- Przerwaliśmy ten atak, tę napaść i zniszczyliśmy rosyjskie wojska: zarówno lądowe, powietrzne, jak i morskie. Obecnie Rosja znajduje się pod całkowitą kontrolą nas. Nasze wojsko ją okupuje. Razem z siłami politycznymi tego kraju próbujemy dojść do porozumienia. Niedługo włączymy w ten proces kraje zewnętrzne, które do tej pory były przyjaciółmi tego kraju i sojusznikami. Mówię tu o Chinach i Korei Północnej, a także o Indiach. Ale wracam do początku. To, co się stało tutaj, nie miało miejsca w mojej przeszłości. Wojna atomowa zniszczyła cywilizację. NATO odpowiedziało na atak Rosji. Rosja zaatakowała z większą siłą. I dołączyły się Chiny. – Mówiąc to, spojrzała na prezydenta Chin. – Mamy świadomość, że było to wymuszone, a badania historyczne dowiodły, że rozkaz nie szedł z góry. Część żołnierzy po prostu zdradziła swój kraj, i na rozkaz rosyjskiego agresora rozpoczęła atak ograniczonymi siłami.Wojna trwała miesiąc. W tym czasie zginęło 7  miliardów ludzi. Na całej Ziemi został miliard z małym hakiem. 

Patrząc po sali sięgnęła powoli po szklankę wody, dała czas aby goście, w milczeniu to przyswoili.

– Musicie zrozumieć – wróciła do przemowy – że, mamy was, że ja osobiście mam was za prymitywów, którzy praktycznie zniszczyli tę planetę i zniszczyli cywilizację. Wasze wody umierają. Roślinność umiera. Zwierzęta, całe gatunki, wymierają szybciej niż kiedykolwiek w przeszłości. I to jest wasze dzieło. Człowiek codziennie morduje innego człowieka. Całe narody są eksterminowane. Jak w Palestynie. Jak w Ukrainie. Jak w Afryce w niezliczonych miejscach. Jak w Tybecie. Nadszedł tego kres. Albo to zrozumiecie i będziecie się rozwijać, używając do tego naszej wiedzy, w tym wiedzy historycznej dla nas, albo zmusimy Was, żebyście to zrozumieli. To nie jest groźba, to jest obietnica. 

Zrobiła kolejną przerwę, teraz ci, którzy jeszcze przed chwilą, z nadzieją patrzyli w przyszłość zaczęli się lekko bać. Wrzawa, cicha ale stała płynęła po fotelach audytorium.

– Niezależnie od tego, skąd pochodzimy, jak wyglądamy, jak myślimy, jakim językiem mówimy, jesteśmy ludźmi, a Ziemia to nasz dom. Nasz wspólny dom. Przestrzeń kosmiczna roi się od innych gatunków, dosłownie. Jeden z nich praktycznie doprowadzi w przyszłości do wybicia resztek naszej cywilizacji. Z większością gatunków nie mamy kontaktu, gdyż są bardzo daleko. Bardzo. W naszej galaktyce istnieją trzy cywilizacje techniczne, które poznaliśmy, z tym, że bliska była jedna, który chciał nas zniszczyć. Po wojnie minęło ponad sto lat, zanim na ziemię wróciła cywilizacja. Ale w bardzo ograniczony sposób. Duża część świata nie nadawała się do życia przez następne 200 lat. W końcu jednak się udało. Dzięki technologii oczyściliśmy Ziemię, powietrze, wodę. Życie zaczęło wracać. I żyliśmy tak, rozwijając się kolejne 200 lat. Aż przybyli oni. Krótko po tym, gdy zaczęliśmy zwiedzać kosmos dzięki odkryciu technologii podróży międzygwiezdnych szybciej niż światło, znaleźliśmy planetę, na której chcieliśmy stworzyć kolonię. Była pusta, a żyły tam tylko proste organizmy i zwierzęta. Była prawdziwie drugą ziemią. Znamy wiele planet z prostym, życiem, ale dla ludzi one się nie nadają, a ta, jak bliźniaczka. Lot tam trwa około trzech miesięcy, dziś nazywacie ją HD 164595, oddalona jest o niecałe sto lat światła, my nazywamy ją Edenem. Bo tak piękną planetę znaliśmy tylko z historii. Pierwsza grupa kolonistów osiedliła się tam w roku 2380.

Ludzie na sali, słuchali tego, nie wiedząc w co wierzyć, to co mówiła było jak z taniej bajki. Szmery, wrzawa, rozmowy, ktoś w końcu zapytał – Czego Pani oczekuje?

Irena widziała, Król Arabii Saudyjskiej Mohammed bin Salman Al Saud. –  Pewnie płacze, że na ropie już nie zarobi – cicho powiedziała do Li Chua. To co do tej pory usłyszała z ust Ewy, bardzo jej się podobało. Wreszcie, ktoś zrobi porządek z politykami, ale nie chciała się na razie dzielić tą informacją z nikim.

Eva spojrzała na niego – pokory drogi Panie. Już by pana na świecie dzisiaj nie było, machnęła ręką w kierunku dużego ekranu koło prezydium, wyświetliła się kartoteka, historyczna.
Kraj: Arabia Saudyjska
Sprawowany urząd: Król
Data urodzenia: 31 sierpnia 1985
Data śmierci: 22 Grudnia 2035
Przyczyna śmierci: Choroba popromienna

Oraz zdjęcie, z łoża śmierci, ciało całe w bąblach i oparzeniach, krwawiące zewsząd, tkanka rozpadająca się, agonia.

Król opadł na fotel i zaczął płakać.

– Kontynuuję – powiedziała prowadząca – możemy podożować z prędkością szybsza niż światło, ale nie da się niestety przesyłać tak sygnałów. Stworzyliśmy małe bramy, które miały służyć tylko do przekazywania wiadomości, nasze gołębie pocztowe. Techniką nie będę was zanudzać, to zostawię po nastaniu nowego ładu na ziemi waszym naukowcom. W każdym razie, po kilku latach rozbudowy, kolejny gołąb pocztowy nie wrócił o czasie. Wysłaliśmy następny. I następny. W końcu, stworzono armię, trwało to czterdzieści lat, pięć takich obiektów, statków matka, skoczni FTL jak ta, którą tu dotarliśmy. Latające miasta. w Sumie trzy miliony ludzi, Trzy-milionowa kosmiczna armia. Ruszyliśmy.

Wzięła łyka. – Przepraszam, może mi ktoś nalać prawdziwego piwa? – zapytała zaskoczonych ludzi, i kontynuowała – Gdy dotarliśmy do systemu, po chwili zostaliśmy zaatakowani. Bez uprzedzenia, bez jakiegokolwiek kontaktu, nic. Dwa z naszych statków przestały istnieć w mniej niż minutę. Odpowiedzieliśmy ogniem, okazało się, że przeciwnik jest słabszy, zagrał zaskoczeniem, szybko uzyskaliśmy przewagę, Zaczęli się wycofywać, stosowali taką samą technikę lotu jak my, tylko ciut mniej dopracowaną, zanim skakali musieli się rozpędzić, z obliczeń wyszło, że celem mogło być ledwie kilka gwiazd. Niestety, zanim skoczyli, wystrzelili w Eden ładunki, kilka wielo-tertonowych głowic zamieniło piękny świat, nasz nowy świat w pożogę. Ruszyliśmy za nimi pełni wściekłości. Po dwóch latach gwiezdnej tułaczki udała się odnaleźć ich macierzysty świat. Rozpoczęliśmy atak, pociski wystrzelone z działa osiowego, osiągnęły prędkość podświetlaną w jednej chwili, przebiły się do jądra planety, a całość dopełniły salwy głowic, i strumieni energii. Ich świat, i ich flota umarły na zawsze. W walce straciliśmy jeszcze jeden okręt, zostały już tylko trzy. IJS Przymierze, IJS Abrams oraz IJS Xingjie. Wróciliśmy na ziemię, – przerwała, zastygła na moment w bezruchu – Ziemi też już nie było. Kilka statków floty, też ogromnych, czających się na nasz powrót, wygraliśmy, ale przetrwało tylko IJS Przymierze. To wszystko co zostało z ludzkości. I – spojrzała gniewnie na polityków – to wasza wina również, gdyby ludzkość się rozwijała przez sto lat zamiast goić rany po wojnie światowej, byli byśmy mocniejsi. to wasza wina – wskazała wszystkich palcem.

Dała chwile czasu i sobie, i zgromadzeni i słuchaczom oraz widzom na całym świecie.

Ludzie na zgromadzeniu ONZ milczeli. niektórzy płakali, nie tylko kobiety.

– Wiemy co miało być, i wiemy z historii, bardzo dobrze udokumentowanej co i kto zrobił! – huknęła równie nagle jak wcześniej skończyła. – Oni – wskazała ludzi na prezydium a wśród nich Irene i Li Chua – w historii zapisali się wybitnymi zasługami. Dzięki nim nastał finalnie pokój bo armagedonie, i dzięki nim, ludzkosć zaczeła, postawiłą pierwszy krok do odrodzenia. Będą naszymi łącznikami z rządami tego świata i mianujemy ich naszymi ambasadorami w krajach z których pochodzą, czyli ze wszystkich które generalnie w jakiejś formie przetrwały zagładę.

Li Chua złapał mimowolnie Irenę za rękę – zabiją mnie – powiedział po cichu przerażony.

– Kto?  – spojrzała na niego ni edo końca rozumiejąc, przez jego nagły atak paniki nie miała nawet czasu aby pomyśleć o swojej sytuacji.

– Nie uda się wam to – znów, nagle warknęła Eva Koszciuszko wskazując palcem na prezydentów USA i Chin. 

Spojrzeli po sobie – Tak nie może być! – Amerykanin wstał i wymachując rękoma kontynuował – nie możecie nas podsłuchiwać! Jesteśmy ziemską potęgą, nie damy sobą pomiatać. – Amerykanin spojrzał na Partnera z państwa środka, lecz ten zastygł w półprzysiadzie, intensywnie kalkulując – o nie, smok nie wpadnie w pułapkę – pomyślał. – finalnie wszyscy na ziemi się w miarę możliwości podsłuchujemy – powiedział w końcu, po czym ukłonił się w kierunku Evy.

Amerykanin walnął pięścią w stół i już chciał znowu przy aprobacie sporej części sali krzyczeć lecz Admirał z przyszłości szybko ostudziła jego zapędy.   

– Podsłuchujemy was wszystkich, im szybciej zrozumiecie tym lepiej. Technologicznie jesteście mrówkami. Elektronika ziemska nie ma przed nami żadnych tajemnic. “Rome”, “Warsaw” i “London” czytają wszelkie wasze wiadomości, słyszą wszystkie rozmowy, widzą, przez wszystkie kamery świata. Musicie to zrozumieć, jesteśmy tu by uratować ludzkość i zrobimy to, po dobroci bądź nie. – Skończyła już bardzo spokojnie.

Nagle w jednej chwili wszystkie telefony na sali zadzwoniły – odbierzcie – powiedziała jak się zdawało, nowy przywódca, choć wielu pomyślało bardziej, dyktator ziemi.

Odebrali telefony a każdy, w swoim języku usłyszał – dzień dobry, mam na imię “Rome” i gwarantuję, iż pomogę wam ja, i moi bracia “Warsaw” i “London” przetrwać, rozwinąć się i rozkwitnąć. Jesteśmy jak wy to nazywacie sztucznymi inteligencjami, statek kosmiczny to nasze ciało. Jesteśmy, czujemy, myślimy. – po tym się “Rome” rozłączył.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *