Otworzył powoli oczy. Deja vu, no prawie. Właściwie zdał sobie sprawę, że wydarzenia ostatnich miesięcy zlały się w całość, w jedną wielką masę przyczyn i skutków. Ostatnie, co pamiętał sprzed tego chaosu to pobudkę na stacji kosmicznej. Tak było głośno, czuć było w powietrzu smary, pot, suche powietrze i… nieważność.
Teraz otworzył oczy i pierwsze, co zobaczył, to również widok na ziemię. Skojarzyło mu się, bo akurat widok był prawie identyczny, ten sam moment orbity, nad tym samym miejscem na ziemi. Ale tym razem wszystko inne było absolutnie i zupełnie odmienne. Czuł na sobie leżący w okowach sztucznego ciążenia koc. Zszedł powoli z łóżka i podszedł do dużego okna. To już nie jest iluminator stacji, mały, gdzie trzeba się gimnastykować, żeby wyjrzeć. Tu ma okno na całą ścianę, a może to ekran? Ciężko stwierdzić.
Pogładził ręką po szybie. Ciepła, miła w dotyku. Rozejrzał się po kajucie. Byli tu już tydzień a cały czas się przyzwyczajał, pokój jak w luksusowym hotelu, ale magiczny. Ściany z perłowo szarego miękkiego materiału, bez żadnych wyraźnie widocznych połączeń. Żadnych nitów, śrub, nic, jednolita struktura. Gdy przycisnął ścianę palcem, ta miękko ugięła się. Łóżko na środku pomieszczenia, trochę to dziwne, ale przywykł, po drugiej stronie niż to wielkie ekrano-okno, stół wychodzący ze ściany, fotel, krzesła. Dalej drzwi do łazienki, niczym klasyczny hotel, toaleta w stylu japońskim z masą przycisków. Jak plan filmowy a nie kosmiczny okręt z przyszłości. Skąd jest grawitacja? Dziś się ma dowiedzieć.
Dwa tysiące naukowców, magistrów i doktorantów, i kilka tysięcy profesorów wszelkich dziedzin zaczyna naukę. Zostali zaproszeni, w grupach rozlokowanych po tych okrętach. Tyle z rzeczy, które tu są, przeczy praktycznie fizyce, jaką znał. Nie mógł się doczekać.
– Irena dzwoni – usłyszał głos wszechobecnej inteligencji. Odebrał połączenie.
– O czym myślisz? – usłyszał.
– Cześć – uśmiechnął się spoglądając na ekran, w którym zobaczył jej twarz – o wszystkim. Dziś zaczynamy uczyć się nowego świata. Ja nauki, a ty, a jakże wojskowości.
– No, nie mogę się doczekać – powiedziała zaciskając pięść i złowrogo uśmiechając. Nie mogła też się doczekać wreszcie spędzenia więcej czasu ze swoją potomkinią. Byli na ORP “Warsaw”, a Eva na “Rome”.
Kajuta Ireny była po drugiej stronie okrętu, siedziała wyprostowana w miękkim fotelu, wpatrując się w okno, na którego fragmencie wyświetliło się połączenie z Li.
Intensywnie od w sumie czterech miesięcy świat się przepoczwarzał, niczym gąsienica w pięknego motyla. Wszyscy czuli się bezpiecznie, ale… no właśnie, ale zniewoleni, choć często bali się o tym mówić. Wspomniała słowa Andrzeja, niedługo przed wylotem w kosmos, siedzieli w łódce na jeziorze Łebsko, w pobliżu ich tymczasowej polowej bazy, która powoli była zwijana.
– To nie pójdzie tak gładko – powiedział wtedy Andrzej.
– Co nie pójdzie gładko? – zapytała go, choć spodziewała się, o czym mówi.
Spojrzał wtedy na nią – Jesteśmy żołnierzami, wykonujemy rozkazy ale i rozumiemy efekty naszego działania. Widzieliśmy, do czego są zdolni, są jak bogowie. Mogą wszystko. Politycy tego nie przyjmą, są, ale rozumieją, albo zrozumieją, że nie mają już żadnej władzy. Wtedy się zacznie, zobaczysz.
Pamiętała to dobrze, i wiedziała, że na ziemi to się dzieje. – Uratowali ludzkość do cholery, muszą iść za nimi – to były jej myśli, ale wiedziała, że ludzie się nie podporządkowują. Wiedziała, że wojsko, już nie walczące z wrogiem zewnętrznym będzie używane, do likwidowania zagrożeń wewnętrznych. Na całym świecie były próby ataków terrorystycznych na przybyszów, bez efektu, ale był też na ich pomocników, niektóre z nich, niestety skuteczne.
– Idę – spojrzała na Li, zakładała te okulary które wszyscy dostali, pokażą gdzie iść, aby się nie zgubić na pokładzie. – Pa – pomachała mu na pożegnanie i posłała całusa i zamknęła połączenie. Stanęła przy oknie, jej wzrok szukał innych jednostek, w tej chwili ORP Warsaw był na orbicie około czterystu kilometrów nad powierzchnią, niedaleko widać było jeszcze nieziemski kształt korwety. Reszta statków wisiała nad powierzchnią. London nad centralną Europą, Rome nad Azją, nad Ameryką dwie korwety. Wisiały właśnie, magicznie wisiały, w niepojęty dla fizyki XXI wieku sposób.
– Czy mogę z tobą porozmawiać? – usłyszała ten dziwny, nieludzki ale miły, ciepły i miękki.
– T-tak – zawahała się, obracając głowę, widziała już, jak ze statkiem rozmawiają ludzie, ale nie mogła się przyzwyczaić do mówienia w przestrzeń. – Oczywiście, słucham.
– Czy wolisz, porozmawiać z udziałem którejś z jednostek, abyś czuła się lepiej czy możesz rozmawiać jak w tej chwili?
– Wolałabym wiesz, … wiedzieć, do kogo mówię, rozumiesz? – oczywiście, poczekaj.
Dźwięk dzwonka – proszę.
Drzwi otworzyły się a do środka wszedł trójnóg. Widziała już te maszyny, było ich sporo na pokładzie, służyły do dokonywania różnych napraw, w tym w przestrzeni, potrafiły zmieniać kształt, wciskać się w różne zakamarki i wykonywać różne prace. Robot był jasnoszary, opalizujący. Miękka, jak ściany, poruszała się na trzech jakby ramionach ośmiornicy. Wskoczyła na stół, teraz jej głowa, jeśli tak to można nazwać była na wysokości głowy Ireny. Na gładkiej powierzchni wybrzuszyły się oczy, i usta. Maszyna uśmiechnęła się. – A więc jestem – powiedział ten sam głos.
– Jesteś Warsaw? Tak? – zapytała. – Po mojemu Warszawa, tu się urodziłam.
– Hmm, podoba mi się, możesz tak do mnie mówić, każdy z nas ma imię stolicy, której w naszych czasach już nie ma. Pewnie bardziej naturalne byłoby dla ciebie w związku z tym, abym mówił, mówiła lekko żeńskim głosem? – mówiąc to, lekko zmienił głos na kobiecy, ale dalej było słychać, kto mówi.
– Wow! Dobre – powiedziała – jasne, że nasze AI też to potrafią, ale jednak z tobą się jakoś inaczej rozmawia. Powiedziałeś, że nie ma tych stolic, co się stało z Warszawą?
– Warszawa została zniszczona na początku stycznia 2036 roku. – Oczy Ireny się powiększyły, a łzy w sposób zupełnie niekontrolowany popłynęły po policzkach. – Na szczęście powstrzymaliśmy to.
– Dzięki Bogu… – powiedziała cicho do tej dziwnej głowy na trzech nogach. – O czym chciałeś, chciałaś porozmawiać? Może chciałaś, nie wiem, jak mówić.
– Nie ma to znaczenia, mów jak ci wygodniej, ludziom wygodniej mówić, adresując tak jak do człowieka, to normalny efekt ewolucji, jest w porządku. Ważne, aby się szanować, poszczególne słowa są mniej ważne. – Irena westchnęła – Ale do rzeczy. Ludzkość wiele straciła na tej zagładzie, również część siebie.
– W jaki sposób?
“Ośmiornica” w dziwnie ludzki sposób, co uderzyło Irenę, wyglądała na zamyśloną, usiadła, dwie nogi/macki spuściła na dół, a trzecią jakby podparła głowo-odwłok. – Po apokalipsie, na ziemi został niewiele ponad miliard osób. Nie działała większość technologii, połowa powierzchni Europy nie nadawała się do życia. Europa Wschodnia, poza zniszczoną Warszawą, Krakowem, Gdańskiem, Talinem, Kijowem, Lwowem, przetrwała nieźle, dużo bardziej ucierpiał zachód. Totalnie można powiedzieć zniknęły z powierzchni ziemi małe kraje, Rosja, Korea Północna, Południowa, połowa Indii i duża część Chin, połowa Stanów Zjednoczonych, to przestało praktycznie istnieć. W wojnie użyto w sumie około sześciu tysięcy głowic atomowych.
– No rozumiem, ale co z ludźmi, jak rozumiem, ja musiałam przeżyć, skoro mam prawnuczkę.
– Tak, ludzkość dzięki współczesnej AI wróciła do życia, wasza technologia już jest na tyle zaawansowana, że wasze systemy wiedzą prawie wszystko to, co wy, i były pomocne w odnawianiu świata. Ale ludzkość praktycznie stała się bezpłodna. Po wojnie zaledwie co dziesiąta para mogła mieć dzieci. Przez kolejne dziesięciolecia populacja spadała, aż ludzie rozwinęli klonowanie i dzieci znów zaczęły się rodzić.
– O matko – Irena szeroko otworzyła usta.
– No właśnie. Minęło kolejne sto lat, jak ludzie już całkowicie wtedy urodzeni w wyniku klonowania na tyle oczyścili środowisko za pomocą również nanotechnologii i tak poprawili technologię klonowania, że znów stali się płodni, ale sama fizyczna możliwość to nie wszystko.
– A czego więcej trzeba? – nagle Irena wstała – jak to, po stu latach, były same klony? To znaczy, że Eva nie jest moją prawnuczką!
– Jest w jej sensie rozumienia, ona jest twoim odległym klonem.
Podeszła do wnęki kuchennej i nalała sobie brandy, była w szoku. Jest rano? Zaraz szkolenie? Chuj z tym! Eva nie była jej wnuczką, Eva była nią samą! – No, tego za wiele. Ale klon to kopia, a ona się różni ode mnie przecież, więc co to za klon, czy ona już jest z urodzonych?
– Nie, jest klonem, ale technologia klonowania została bardzo udoskonalona, ludzkość dokładnie potrafi manipulować genami, i każdy egzemplarz, człowiek, jest nieczystym klonem, a zaprojektowaną istotą z wybranymi rodzicami, z tym, że nie dwoma a wieloma. Geny są brane, pewna ilość z oryginalnej puli, aby zachować pewną dozę niepewności, to wprowadzono całkiem niedawno, a reszta projektowana.
– To dlaczego cały czas są klonami, czy są i tacy i tacy?
– Tak, zaczęli się ludzie dziś, pierwsze przypadki, Eden miał być nowym startem, ludzie od nowa uczą się kochać. To jest coś, co zupełnie zatracili, rodząc się jako klony. I to właśnie chciałem ci powiedzieć, i uczulić jak będziesz rozmawiała z Evą. Ona by bardzo chciała mieć takie uczucia, ćwiczyła te wszystkie chwyty mowy ciała, aby wypaść przy tobie naturalnie, ale to tylko trening, ona tego po prostu nie potrafi.
– I dlaczego mi to mówisz, o co tu chodzi? – łyknęła całą szklankę jednym haustem – Jesteś, przepraszam ale robotem, czemu mnie ostrzegasz przed człowiekiem?
– Źle się wyraziłem, nie ostrzegam Cię, ja widzę w was nadzieję. Widzisz, klonami zajmowały się maszyny, najpierw oczywiście ludzie, ale potem kolejne pokolenia klonów nie były tym zainteresowane, od tego były maszyny, miały się opiekować, zajmować dziećmi klonami, uczyć je, wiesz… miały je kochać. I w końcu my, sztuczne intelekty, nauczyliśmy się kochać, gdy wy, ludzie, takie emocje straciliście. To my, sztuczne inteligencje świata, podjęliśmy dawno temu plan, aby naprawić ludzkość, ludzkość w tę naprawę też zaczęła powoli wierzyć, ale przyszedł wróg i wszystko się skończyło.
– O boże – Irena oparła się o ścianę, odchyliła głowę do tył. – Czegoś tak pojebanego to nawet w filmach nie widziałam. Eva, moja pra pra pra klonica, udaje, że mnie kocha, podczas gdy ty czujesz to naprawdę? – Cisnęła szklankę w kąt. – Dobra, co tu dostanę na szybkie wydalanie alkoholu?
Ośmiornica patrzyła na nią chwilkę – tak, tak to mniej więcej wygląda, a jeśli chodzi o środek na to, brandy, to potrzymaj kubek pod tamtym kranem – wskazała macką na wystający ze ściany moduł oznaczony symbolem apteczki.
Irena podeszła tam, chwyciła stojący obok kubek i podłożyła, a z kranu natychmiast poleciała woda. – Wypij to, w tej wodzie są środki, które w trzy minuty zdezaktywują alkohol w twoim organizmie. Czas idealny, Eva cię wzywa, załóż okulary.
Robot wyszedł z pokoju, odprowadziła go wzrokiem, umyła zęby, założyła okulary, które wyglądały jak zwykłe narciarskie, ale od razu zobaczyła dane z komputera. Okulary rzeczywistości rozszerzonej, podobno zrobione na szybko dla ludzi z XXI wieku, później mają mieć operacje, i wczepiane sztuczne oczy, które to wszystko i wiele więcej mają. Do tej opcji Irena nie była przekonana.
Wyszła z pokoju, była w części kajut załogi i gościnnych, całość w sumie – pomyślała – wyglądała po prostu jak wnętrze wieżowców mieszkalnych czy hotelu. Długi korytarz, z którego w obie strony były wejścia do kajut. Przed oczyma miała pełne informacje wyświetlane z okularów, jeśli kogoś mijała, to widziała informację, kogo, miała jak w GPS ścieżkę, którą ma iść, aby dotrzeć do celu. Widziała tam nawet swój puls, saturację i aktualną wagę, ale jak? Korytarz był tak samo nudny jak ściany w pokoju. Nic z tego co widziała na filmach tu się nie działo. Na ścianach nie było żadnych świecących paneli, łączeń, efektownych kształtów. Środek to przeciwieństwo wyglądu zewnętrznego. Dokładnie pamiętała swój pierwszy lot kosmiczny, podleciał prom, taki jak ten który przywiózł Evę do ONZ. Spodziewała się przeciążeń jak w samolocie, ba czekała na to, a tymczasem nie zauważyła, że już lecą dopóki nie spojrzała w okno. To było bardzo dziwne uczucie. Przyspieszali, a ciało tego nie zauważało. Bardzo szybko dotarli do ORP Warsaw.
Poprosiła o możliwość obejrzenia statku dokładnie z zewnątrz i, co ją zdziwiło, pozwolono na to. Okrążyli okręt kilka razy powoli a pilot chętnie odpowiadał na jej pytania. Długi na kilometr kolos, szerszy w środku, ośmiokątnego przekroju, w najgrubszym miejscu około trzystu metrów średnicy, węższy z obu końców, taka wydłużona ale ścięta piramida, z obu stron. Ze środka, cztery duże wieże w każdą ze stron pełne urządzeń, różnego przeznaczenia. I te płaskie, świecące panele, z każdej strony. Gdzieniegdzie widać było światła, czy różne szczegóły, elementy, ale większość poszycia tworzyły czarniejsze niż kosmos, łamiące się pod różnymi kątami panele, nie odbijające światła. Pamiętała szok, gdy prom zbliżał się do ściany czerni, bez jakiegokolwiek śladu śluzy czy drzwi hangaru, prom po prostu jakby wtopił się w kadłub. Słychać było wtedy taki śmieszny dźwięk, jakby duża ilość małych owadów śpiewała w jednym momencie, tam gdzie poszycie promu spotkało pancerz kolosa, ten się rozstępował, jak gęsta zawiesina, jakby wkładać łyżkę w budyń. I teraz szła korytarzem, jasnoszarym, miękkim, zaokrąglonym jak prawie wszystko w środku tak różne od tego, co widać na zewnątrz. Korytarz był długi na kilkadziesiąt metrów, a na końcu były drzwi do klatki schodowej oraz windy. – Po prostu wielki, gigantyczny latający hotel – pomyślała. Winda szybko zabrała ją na górę. I znów, numery oznaczające pokłady zmieniały się bardzo szybko, a nie czuła przeciążenia. Gdy wyszła z windy, stanęła przed zupełnie innym widokiem niż hotelowe salony.
EDYCJA 2026-09-07
Zakres: poprawki ortograficzne, interpunkcyjne, literówki, spójność imion i nazw własnych, formatowanie. Bez zmian w treści/fabule/dialogach.
- „Wiedziałą” -> „Wiedziała”
- „zakładał te okulary” (o Irenie) -> „zakładała te okulary”
- „około czterysta kilometrów” -> „około czterystu kilometrów”
- „korwerty” -> „korwety”
- „London Nad centralną Europą… nad ameryką” -> „London nad centralną Europą… nad Ameryką”
- „jeziorze łebsko” -> „jeziorze Łebsko”
- „chciałoś” -> „chciałaś”
- „Nie działało większość technologii” -> „Nie działała większość technologii”
- „europa wschodnia”->„Europa Wschodnia”; „stanów zjednoczonych”->„Stanów Zjednoczonych”;
„Korea północna, południowa”->„Korea Północna, Południowa”
- „połowa Indi” -> „połowa Indii”
- „około sześć tysięcy głowic” -> „około sześciu tysięcy głowic”
- „ludzkość… wróciło do życia” -> „ludzkość… wróciła do życia”
- „bezpłodna, Po wojnie,” -> „bezpłodna. Po wojnie”
- „że, że Eva” -> „że Eva”
- „Brandy” -> „brandy” (x2)
- „Eva nie było jej wnuczką” -> „Eva nie była jej wnuczką”
- „odemnie” -> „ode mnie”
- „reszta projektowane” -> „reszta projektowana”
- „jak by wkładać łyżkę” -> „jakby wkładać łyżkę”
- „kontami” -> „kątami”; „całość… wyglądało” -> „całość… wyglądała”; „ścieżkę, która ma iść” -> „ścieżkę, którą ma iść”
- Dodatkowo: brakujące przecinki okalające wtrącenia, podwójne spacje, podwójna kropka,
spójność cudzysłowów, wielkie litery na początku zdań po kropce, brakujące „się”