ORP Warsaw – pancernik kosmiczny, robot, istota. Powoli, niespiesznie zbliżał się do Księżyca. Jego fabrykatory pracowały pełną parą, a małe holowniki dostarczały z pasa asteroid materiały budulcowe. Statek-miasto, które żyło, a na pokładzie kilkadziesiąt tysięcy osób wykonywało swoje prace, odpoczywało, prowadziło badania naukowe, po prostu żyło.
Mały jednoosobowy myśliwiec w towarzystwie dwóch dronów leciał, patrolując otoczenie kolosa. Blisko przedniego opuszczenia kadłuba pilot spojrzał w kierunku pokładu rekreacyjnego. Błękitna poświata pola ochronnego odcinała się mocno od czerni kadłuba, zobaczył leżącą na jednym z leżaków Admirał Kościuszko. Leciał bardzo blisko, jakieś dziesięć metrów od pola, potem wziął ostry zwrot przez burtę i odleciał.
Eva Kościuszko odprowadziła go wzrokiem, a potem spojrzała z jednej strony na zbliżającą się sylwetkę Księżyca, a w drugą, na oddalającą się Ziemię. Przez chwilę poczuła się odprężona. Mieli plan, był w toku. Budowa obserwatorium na ciemnej stronie ziemskiego satelity, sondy automatyczne strzegące całego układu słonecznego już lecą, na kolejne orbity wokół Słońca, zaczyna się kształcenie nowych ziemskich kadr. Po chwili jednak wróciło to stresujące uczucie, że się nie uda. Że ludzie nie chcą współpracować, ona nie rozumie ich, oni jej.
– Jaki status? – zapytała w powietrze, a w głowie usłyszała głos Warsaw. – Kończy się konstrukcja elementów, za godzinę i piętnaście minut wyślemy całość na Księżyc, i jednostki rozpoczną budowę.
– Dziękuję, jak daleko są już sondy zwiadowcze?
– Najdalsza fala doleciała na odległość tysiąca dwustu J.A. Ale wiesz, że to mała szansa, żeby oni tu przylecieli wcześniej? To jest ta sama, choć nowa linia czasowa. Tu się nic nie zmieni.
– Nie zmieni się dziś, ale cała przyszłość jest zmieniona, być może cała przyszłość wszechświata. Ehh. Idę do kajuty, dość lenistwa. Zmniejsz obciążenie odrobinę pode mną.
Odbiła się i poruszała się teraz długimi susami, dotarła do drzwi kajuty admiralskiej, która miała bezpośrednie wyjście na ten taras, gdzie człowieka od zabójczej przestrzeni oddzielało tylko pole ochronne.
Czekała, denerwowała się. Bardzo. Była już w admiralskim pokoju, niedaleko mostka, po drugiej stronie wąskiego korytarza był pokój kapitana okrętu. Po tym wszystkim, co się działo, jak ludzie zareagowali na nich, potrzebowała, co nawet ją dziwiło, kogoś, z kim mogłaby spokojnie, bardziej naturalnie porozmawiać. Ćwiczyła zachowania współczesnych ludzi, ćwiczyła emocje, które dawno temu ludzkość uśpiła ponad miarę, ponad potrzeby za pomocą inżynierii genetycznej. Ale co ją samą zaskoczyło, jej spotkanie w ONZ z major Ireną obudziło uczucia i emocje, których nigdy nie miała i nie czuła. Aż ją to przeraziło, i potem unikała bliskich kontaktów. Dziś miało się to zmienić. Irena i jej podobni są niezbędni, aby zmienić ludzkość. Z jednej strony się nimi brzydziła, a z drugiej, to było dziedzictwo.
– Irena się zbliża – usłyszała głos Warsaw, ale zaskoczyło ją, że odrobinę się zmienił. Odeszła od konsoli kontrolnej, która była miniaturowym mostkiem. Najważniejsze informacje taktyczne, dane o okręcie, raporty, informacje, wykresy, panele kontrolne, wiele ekranów, wyświetlacz nanograficzny. Całość prawie otaczała wygodny fotel.
– Dziękuję – wstała, by się przywitać. Prawie drżała, czego nie rozumiała. – Denerwuję się, możesz zwiększyć jednostkę środków uspokajających? – pomyślała kierunkowo, co dotarło do Warsaw. – Nie potrzeba, być może stajesz się bardziej ludzka, na czym ci zależało?
Irena podeszła do drzwi kajuty, z przodu widziała mostek, bardzo chciała go dokładnie obejrzeć, ale na razie Eva, czas na rozmowę, pierwszą normalną, ludzką. Już chciała zapukać, ale drzwi się otworzyły. Powitała ją osoba zupełnie inna niż przy budynkach ONZ, wtedy magiczna suknia, a dziś nudny mundur. Znów spodziewała się jakiegoś WOW, ale tym razem aż się zdziwiła zwykłością. Strój z wyglądu jak każdego załoganta, to co teraz zauważyła, mundury nie miały żadnych oznaczeń, stopni wojskowych. Lekko fioletowy kolor ubrania, który miała na sobie jej klonerka, jak o niej myślała, lekko przyległy do ciała, ale nie za bardzo. Elastyczny. Z drugiej strony na okularach miała wyświetlone wszelkie informacje, stopień, imię i nazwisko.
– Cześć – powiedziała Eva i podała rękę.
Irena zorientowała się, że tak stała chwilę bez słowa, tylko patrząc. – Dzień dobry – odpowiedziała. Uścisnęła rękę Evy, zaskakująco silna.
Weszła do kajuty i rozejrzała się. – Nic osobistego – powiedziała.
– Słucham? – Eva zupełnie nie zrozumiała.
– Nie ma tu, Pani Admirał, nic osobistego.
– Mów mi po imieniu, gdy jesteśmy same, poproszę, dobrze? – Eva zupełnie nie rozumiała spostrzeżenia Ireny. – Co rozumiesz przez nie mam nic osobistego?
Irena zdziwiona podniosła rękę, wierzchem dłoni do góry, i się obróciła. – No tutaj, rozumiem, że spędzasz tu dużo czasu. Gdzie nie wiem, książki, obrazki rodzinne, zdjęcia, nie wiem sama. Tu jest sterylnie jak w szpitalu, jakby nikt tu nie mieszkał. Pokój robota – powiedziała na końcu, trochę prowokacyjnie. Po tym, co powiedziała jej Warszawa, postanowiła mocno wybadać Evę. Dla Ireny prosta rozmowa, normalna dwóch w podobnym wieku kobiet, spowodowała duży dysonans poznawczy u Evy.
– Wiesz, jakie miałabym mieć zdjęcia? Ja… my wszystko pamiętamy, jesteśmy wyposażeni w dużo dodatkowych możliwości względem ludzi z XXI wieku. Po co mi zdjęcia, gdy wszystko pamiętam.
– Ale pamięć to nie wszystko, no nie wiem, ważne dla ciebie chwile w życiu. Masz dzieci? – zapytała, znając już dobrze odpowiedź.
Nastąpiła chwila długiej ciszy. Eva otworzyła usta, jakby coś chciała powiedzieć, ale zamknęła. Podeszła do stolika z napojami, ale nic nie nalała, jej palce zacisnęły się na krawędzi blatu. – My… – zaczęła, ale jej głos się łamał. – Nie mamy dzieci – powiedziała Eva, nie podnosząc wzroku.
– Szybko poszło – pomyślała Irena natychmiast. Czyżby mocarne sklonowane ciała, cuda inżynierii genetycznej, jakieś sztuczne organy nie miały znaczenia, gdy te istoty, bo nie wiedziała, czy można ich jeszcze nazwać ludźmi, mają tak słabą psychikę?
– Kto nie ma dzieci? – kontynuowała tę grę. I dopiero teraz spostrzegła się, że ma na sobie cały czas te okulary, gdyż przed oczami pojawił się napis: „Dobrze Ci idzie, dziękuję”.
Zdjęła okulary na tyle dziwnie i nagle, że zwróciło to uwagę Evy, ale nie dała tego po sobie poznać. – My nie mamy dzieci, ludzie nie mają dzieci – wykrztusiła z siebie, prawie krzycząc. – W większości, a na pewno wszyscy, którzy z naszych czasów przetrwali w tych okrętach.
– Astronauci nie mogą mieć u was dzieci? – Major polskich sił zbrojnych traktowała tę rozmowę jak pojedynek i czuła, że siada na ogonie przeciwnika.
– Dobrze, usiądźmy – powiedziała w końcu Eva, wyprostowała się, emocje opanował wojskowy sznyt. – Proszę – powiedziała, wskazując Irenie miejsce. Opowiedziała Irenie o klonowaniu, o ludziach bez rodziców, o ludziach bez bliskich relacji, o ludziach bez dzieci. Wreszcie o ludziach wychowywanych przez urządzenia. Rozmawiały, w końcu Irena poprosiła, aby jedna z ośmiorniczych jednostek przyniosła butelkę z jej kajuty. – To jest wódka – powiedziała Evie – mam niejakie podejrzenia, iż nie znasz tego. – Nie znam – odpowiedziała. Rozmawiały, piły, potem piły jeszcze więcej, i coś w Evie się otworzyło. Pierwszy raz w życiu zapłakała. Warsaw specjalnie nie podawał żadnych środków trawiących alkohol. Bądź wreszcie człowiekiem, pomyślał gwiezdny pancernik.
EDYCJA 2026-09-08
Zakres: poprawki ortograficzne, interpunkcyjne, literówki, spójność nazw własnych, formatowanie. Bez zmian w treści/fabule/dialogach.
- „zbliżał się księżyca” -> „zbliżał się do Księżyca”; „na księżyc” -> „na Księżyc” (kilkukrotnie); „wokół słońca” -> „wokół Słońca”; „na oddalającą się ziemię” -> „na oddalającą się Ziemię” (ciała niebieskie wielką literą)
- „Statek miasto” -> „Statek-miasto”
- „pracowały pełna parą” -> „pracowały pełną parą”
- „iż amiała” / „któr amiała” -> „która miała”; „wyjscie” -> „wyjście”
- „poczuł się odprężona” -> „poczuła się odprężona” (zgodność rodzaju, mówi Eva)
- „emocje których nigdy nie miałą” -> „emocje, których nigdy nie miała”
- „Aż ja to przeraziło” -> „Aż ją to przeraziło”
- „Dziekuję” -> „Dziękuję”
- „zdziwiłą” -> „zdziwiła”; „Stój z wyglądu” -> „Strój z wyglądu”; „kolor obrania” -> „kolor ubrania”; „Z drugiej storny” -> „Z drugiej strony”
- „iże tak stała chwile” -> „że tak stała chwilę”
- „podniosła ręco wierzchem dłogi do góru, i się obróciłą” -> „podniosła rękę, wierzchem dłoni do góry, i się obróciła”
- „Ewa” -> „Eva” (spójność imienia, jak w pozostałych częściach)
- „Astronaucie” -> „Astronauci” (błędna forma przypadka)
- „dysonans poznawczy dla Evy” -> „dysonans poznawczy u Evy”
- „Ja,..” -> „Ja…” (poprawiona elipsa)
- Liczne brakujące przecinki przy zdaniach wtrąconych i złożonych
- Dodane myślniki dialogowe tam, gdzie ich brakowało przy powrocie do tej samej kwestii (konwencja „- ... - kontynuacja”)
- Podwójne spacje usunięte